Każdy z nas, kto w miarę uważnie śledzi
życie polityczne w Internecie, zwrócił zapewne uwagę na fakt, że ostatnio jak
grzyby po deszczu zaczęły się wysypywać analizy, których autorzy postanowili
dać wyraz swojej trosce o poziom prezentowany przez Wiadomości TVP, oraz
publicystykę telewizji TVP Info. Krótko mówiąc chodzi o to, że, zdaniem
komentatorów, publiczna telewizja, gdy chodzi o bezczelność propagandy pisowskiej,
przekroczyła wszelkie granice, wytyczane dotychczas przez stację TVN24, no i że
to jest bardzo źle, bo my powinniśmy być ponad to całe zło. Otóż, moim zdaniem,
owej fali krytyki płynącej ze strony prawicowej opinii publicznej pod adresem
TVP należy się komentarz, że tak to ujmę, trójstopniowy.
Przede wszystkim, jak wiemy, od czasu gdy
Jacek Kurski z tym całym swoim patriotyczno-prawicowym towarzystwem spod znaku
„Gazety Polskiej” i „TV Republika”, zaczął decydować o tym, jak będzie wyglądać
publiczna telewizja, mija grubo już ponad rok i daję słowo, że to iż w pewnym
momencie Samuel Pereira oraz Jerzy Targalski zostali tam wyparci przez Piotra
Semkę i Witolda Gadowskiego, nie zmienia faktu, że to jest wciąż dokładnie ta
sama nędza, z jaką mieliśmy do czynienia na początku tej drogi. A i to też
wcale nie tylko dlatego, że tam wciąż pierwsze skrzypce gra Michał Rachoń. A
skoro jest jak jest, to ja naprawdę się dziwię, że to dopiero dzisiaj kwestia
poziomu propagandy dostarczanej przez TVP zainteresowała znaczną część
internetowej opinii publicznej. My tu na tym blogu załamywaliśmy ręce nad owym
nieszczęściem już wiele miesięcy temu, i to na przykład jest powodem, dlaczego podana
wczoraj wieczorem na Twitterze wiadomość, że do programu „Z tyłu wizji”
zadzwoniła jakaś polska patriotka i oświadczyła, że „lepiej by było, gdyby
matka posła Szczerby urodziła barana na wełnę”, a prowadzący program red.
Wolski ów żart skomentował wdzięcznym rechotem, nie robi na nas najmniejszego
wrażenia. My bowiem od lat wiemy, z kim mamy do czynienia i nie musimy się
dziś, w dodatku z tak fatalnym opóźnieniem, napinać.
Druga kwestia, związana z coraz bardziej
powszechną krytyką uprawianej przez TVP polityki informacyjnej, wiąże się z
czymś znacznie już ciekawszym. Otóż ja dość uważnie śledzę proces rozwoju, z
jednej strony antypisowskiej, a z drugiej, patriotycznej propagandy i nie ulega
dla mnie wątpliwości, że zarówno jej kierunek, metoda, a może przede wszystkim
tempo, wyznaczane są nie przez TVP, lecz przez telewizję TVN24. Jeśli to co się
wyprawia we wspomnianym TVN24 porównamy z popisami Wolskiego i jego ferajny,
zobaczymy w jednej chwili, że Amerykanie, jak zawsze, są mocno do przodu. O ile
bowiem Rachoń niekiedy, fakt że niezdarnie, ale przynajmniej stara się udawać,
że jest obiektywny, tam się już nikt nie oszczędza. Oni są na wojnie i mają
tego pełną świadomość. Podczas gdy Wiadomości TVP spokojnie odtwarzają stary
dobry gierkowski PRL, w TVN-ie zakładają wojskowe mundury. A zatem, przepraszam
bardzo, ale jeśli ja mam pretensje do TVP, to wcale nie o to, że oni są
tendencyjni, bo w dzisiejszej sytuacji zachowanie pełnej tendencyjności jest
ich patriotycznym obowiązkiem, ale o to, że to wszystko jest tak okropnie
słabe. Przepraszam bardzo, my tu na tym blogu też przecież uprawiamy jakąś tam
propagandę, no ale jednak mamy świadomość granic kompromitacji i przynajmniej
nie pozwalamy się tu panoszyć jakiemuś Gadowskiemu, czy temu kolesiowi w
„Gazety Polskiej” o uroku esesmana.
No ale jest jeszcze trzecia refleksja,
która mi przyszła do głowy, kiedy czytałem teksty oburzające się na publiczną
telewizję, że ona nie jest jak…no właśnie, co? BBC? Nie żartujmy. Otóż ja z
prawdziwą satysfakcją zauważyłem, że oni w sposób absolutnie mistrzowski
powtórzyli coś, co, moim zdaniem, od samego początku stanowiło podstawowy
argument TVN-u w walce z Prawem i Sprawiedliwością, a więc tak zwanych
ekspertów. Mam tu na myśli tych wszystkich – w rzeczywistości całkowicie anonimowych
i pozbawionych znaczenia – doktorów, profesorów, docentów, reprezentujących
jakieś uniwersytety, centra jakiegoś dialogu, szkoły wyższe czegoś tam i
czyjegoś tam imienia, fundacje na rzecz tego lub tamtego, których jedynym
zadaniem było udowodnienie, że System po swojej stronie zgromadził świat
kultury i nauki, podczas gdy PiS to wyłącznie Ziutki w beretach. I oto dziś
nagle widzę niemal identyczną pod względem znaczenia i kompetencji grupę
ekspertów, tyle że nagle oni się okazują popierać PiS. Parę dni temu oglądam
sobie telewizje TVP Info i widzę, jak redaktor prowadzący rozmawia z dwoma
okropnie poważnymi panami. Nie widziałem ich nigdy wcześniej, nie mam pojęcia,
kim są, jak się nazywają, no ale atmosfera rozmowy jest taka, że oni są
niezależnymi ekspertami od komentowania bieżącej polityki. I nagle się okazuje,
że jeden z nich – a ja nigdy w życiu bym się tego nie spodziewał – to niejaki
Roman Mańka, bloger Salonu24 i człowiek Piotra Bachurskiego. W tym momencie
przerzucam kanał na TVN24, a tam obecną sytuację komentują jakaś pani i pan, i
nagle się okazuje, że pani jest dziennikarką „Newsweeka”, a pan
przedstawicielem środowiska znanego pod nazwą „Liberte”, czyli człowiek prosto
od Hartmana. A to co w tym jest naprawdę zabawne, to fakt, że oni oboje, jak
tak siedzą i opowiadają nam, jak to w Polsce zapanował faszyzm, nie są ani
trochę bardziej wiarygodni niż nasz Mańka.
Ktoś pewnie mnie zapyta, czy mi to nie
przeszkadza. A ja chętnie odpowiem, że oczywiście, że nie. Wręcz przeciwnie. Ja
uważam, że to jest coś absolutnie fantastycznego. Fakt, że telewizja publiczna
pokazała całej Polsce, że są tacy profesorowie, doktorzy, docenci, redaktorzy i
analitycy, którzy noszą moherowe berety, jest czymś nie do przecenienia.
Zaglądam na TVN24, widzę, jak siedzą pan i pani i robiąc mądre miny, mówią, że
Kaczyński powinien stanąć co najmniej przed Trybunałem Stanu. Przełączam na TVP
Info, a tam też strasznie mądry pan i równie mądra pani, tyle że ci tym razem
nam tłumaczą, dlaczego Donald Tusk to zdrajca i lepiej żeby nie wracał do
Polski. Czyż to nie piękne? I pomyśleć, że jeszcze tak niedawno mieliśmy do
wyboru jedynie między księdzem Sową i prof. Śpiewakiem z jednej strony, a red.
Sakiewiczem i tak zwanym „profesorem” Zaradkiewiczem z drugiej.
A zatem, zachowując cały czas swoje
prawo do tego, by to całe „eksperctwo” wraz z ich protektoratem w dowolnym
momencie, kopnąć w te ich opasłe tyłki, chciałbym zaapelować do moim kolegów
internautów, którzy nagle uznali, że coś jest w tym wszystkim nie tak, żeby się
może puknęli w czoło, bo nie ma nic gorszego, jak przyjść na imprezę, gdzie już
wszystko zostało zjedzone, wszyscy przenieśli się w inne miejsce i nie została
nawet jedna niedopita flaszka.
Wszystkich tych, którzy lubią tu
przychodzić i czytać te refleksje, zapraszam niezmiennie do księgarni na
stronie www.coryllus.pl. Tam tego wszystkiego
jest znacznie, znacznie więcej.
