Pokazywanie postów oznaczonych etykietą COVID19. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą COVID19. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 stycznia 2021

O Królu Korabie I i jego Rycerzach Wolności

 

      Wspominałem tu niedawno o pewnym „prof. dr hab. Romanie Zieliński, Centre for Biomathematics, Genomics and Evolution”, który z pierwszego miejsca sygnował Apel do najwyższych osób i instytucji w Polsce w sprawie uznania epidemii koronawirusa za pospolity humbug, a dopiero co wprowadzoną na rynek szczepionkę za niebezpieczne oszustwo, grożące eksterminacją znacznej części ludności Planety. Choć o żadnej z osób, które się podpisały pod wspomnianym Apelem nie wiem praktycznie nic, poza tym co mogę wnioskować ze zdjęcia zamieszczonego, jak sądzę przez samego Zielińskiego, w Sieci, z tonu owego Apelu, oraz z własnego doświadczenia mówiącego mi, by za żadną cenę nie ufać grupie profesorów, którzy się skrzyknęli w celu wspólnego lansowania określonej agendy i w dodatku robią to w Internecie, uznałem za stosowne zarówno sam Apel jak i jego autorów odpowiednio wyszydzić.

      Jak się okazuje, to że faktycznie nie uznałem za stosowne sprawdzić uczestników owego antyszczepionkowego projektu, a przez to też potraktowałem Zielińskiego – jak się okazuje całkiem niesłusznie – jako jego lidera i pomysłodawcę, był z mojej strony ciężkim błędem, bo w rzeczy samej tu mamy do czynienia z rybami znacznie znacznie tłustszymi niż ten cały Zieliński. A świadczy o tym fakt, że odpowiedź jakiej na ich Apel udzielił Minister Zdrowia, została skierowana, owszem, realnie do wszystkich podpisanych pod nim mędrców, jednak nominalnie faktycznym adresatem był nie kto inny jak niejaki Prof. W. Julian Korab-Karpowicz, jak głosi wspomniany adres, „Profesor Uniwersytetu Opolskiego w Instytucie Nauk o Polityce, Przewodniczący Stowarzyszenia ‘Wolne Wybory’”. Czemu zatem, skoro to ów mąż jest faktycznym liderem owego przedsięwzięcia, nie on otwiera listę nazwisk zamieszczonych pod interesującym nas Apelem? Odpowiedź wydaje się prosta i to ona też wyjaśnia, dlaczego w pierwszej chwili – jakże niesłusznie – na Koraba nie zwróciłem uwagi. Otóż w odróżnieniu od  innych sygnatariuszy, lekarzy oraz profesorów zwyczajnych głównie Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku oraz samego Zielińskiego, Korab nie jest ani lekarzem, ani belwederskim profesorem, więc jego obecność na szczycie owej listy nie robiłaby zapewne odpowiedniego wrażenia. Natomiast nie da się ukryć, że mamy do czynienia z prawdziwą gwiazdą, który to fakt minister Niedzielski jak należy uszanował. Oto odpowiedni biogram opublikowany na stronie internetowej Stowarzyszenia „Wolne Wybory”. Proszę się trzymać krzeseł:

Prof. W. Julian Korab-Karpowicz jest filozofem i myślicielem politycznym, doktorem Uniwersytetu Oksfordzkiego, profesorem w Instytucie Politologii Uniwersytetu Opolskiego, doktorem habilitowanym Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, autorem "Harmonii społecznej", "Traktatu polityczno-filozoficznego" i innych książek napisanych po polsku i angielsku oraz przetłumaczonych na kilka języków.

Krótki życiorys.  Rodzina Karpowicz herbu Korab (Korab-Karpowicz) to, według dokumentu wywodowego z 1830 roku, starożytna szlachta polska. Do przodków rodu należą między innymi Jan Karpowicz, wojski Rzeczycki i rotmistrz husarii, nagrodzony za swe zasługi wojenne przez Króla Jana Sobieskiego. 

Włodzimierz Julian Korab-Karpowicz ukończył studia magisterskie na Wydziale Elektroniki Politechniki Gdańskiej ze specjalizacją aparatura biomedyczna oraz kolejne studia magisterskie z filozofii na Katolickim Uniwersytecie Ameryki w Waszyngtonie, doktoryzował się z filozofii na Uniwersytecie Oksfordzkim, habilitację otrzymał na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu,. Specjalizuje się w zakresie filozofii polityki i myśli politycznej. Wykładał na wielu zagranicznych uczelniach. Obecnie jest profesorem w Instytucie Politologii Uniwersytetu Opolskiego. Jest autorem książek "Historia filozofii politycznej", Traktat polityczno-filozoficzny", "Harmonia społeczna", a także książek w języku angielskim, „On the History of Political Philosophy" i innych, które zostały przetłumaczone na kilka języków. 

W latach 1991-1992 pełnił funkcję Wiceprezydenta Miasta Gdańska. Dnia 3 sierpnia 2020 został wybrany Prezydentem (in spe) Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Królestwa Polskiego. Jest to funkcja honorowa. "In spe" oznacza "oczekujący" na należną godność. Nominacja poprzedziła wybór spośród kilkudziesięciu kandydatów w trójstopniowych wyborach elektorskich zgodnie z tradycją dawnej Rzeczpospolitej. Najjaśniejsza Rzeczpospolita to Rzeczpospolita królewska albo uszlachetniona, broniąca wartości cywilizacji chrześcijańskiej i europejskiej w obliczu postępującej degradacji demokracji oraz cofania się cywilizacji Zachodu. To czy Polska pozostanie ułomną zwykłą demokracją czy przekształci się w królewską zależy od nas samych. 

       Powiem szczerze, że w tym momencie mam poczucie, że każde moje kolejne słowo tylko osłabi rangę tego, co się nam właśnie objawiło. Powiem więc już tylko tyle, że dotychczas uważałem, że ów wielki ruch, mający na celu skuteczne przywrócenie nas tu wszystkich do opamiętania, jest skupiony głównie wokół Grzegorza Brauna, no i tych kilku dziwnych lekarzy, którzy – jak ci księża, którzy od nadmiaru doświadczeń związanych z wieloletnim wysłuchiwaniem spowiedzi, zwariowali i poszli w tak zwaną „długą” – zwątpili w sens swojej pracy, tymczasem okazuje się, że nad nami w owej Dobie Pandemii czuwa po prostu Król. A ja w tej sytuacji, dochodząc do przekonania, że powiedziałem już wszystko, co było do powiedzenia, obiecuję do tematu więcej nie wracać i chyba jednak się zaszczepię.



 

czwartek, 22 października 2020

Prawda i tylko prawda, czyli o księżycowych ludziach ze skrzydłami

 

       Proszę sobie wyobrazić, że pewna moja mieszkająca w Szwecji znajoma, przysłała mi tekst, który ona z kolei otrzymała od naszej wspólnej koleżanki z Australii, a wiadomość owa brzmiała następująco:

Trudno uwierzyć że już w 1941 roku C.S.Lewis przewidział dzisiejszy czas: ‘Jeden młody diabeł zapytał starego : Jak ci się udało zaprowadzić do piekła aż tyle dusz? Stary diabeł odpowiedział: Wzbudziłem w nich strach! Odpowiedział młody: Super robota! A czego się bali? Wojen? Głodu? Odpowiedział stary :Nie, bali się choroby! Na to młody: czy to znaczy, że nie zachorowali? Nie umarli? Nie było dla ratunku? Stary odpowiedział : ależ nie,... zachorowali, umarli, a ratunek był. Młody diabeł zdziwiony odpowiedział: to w takim razie nie rozumiem??? Stary odpowiedział: Wiesz oni wierzyli, że jedyną rzeczą, którą muszą zatrzymać każdym kosztem przy sobie jest ich życie. Przestali się przytulać, witać ze sobą. Oddalili się od siebie. Zrezygnowali ze wszystkich kontaktów społecznych i z wszystkiego co było ludzkie! Później skończyły im się pieniądze, stracili pracę, ale to był ich wybór, bo bali się o swoje życie, dlatego zrezygnowali z pracy nie mając nawet chleba. Wierzyli ślepo we wszystko, to co słyszeli i czytali w gazetach. Zrezygnowali z wolności, nie wychodzili z własnych domów dosłownie nigdzie. Przestali odwiedzać rodzinę i przyjaciół. Świat zamienił się w taki obóz koncentracyjny bez przymuszania ich do niewoli. Zaakceptowali wszystko!!! Tylko dlatego, by przeżyć chociaż jeszcze jeden mizerny dzień.... I tak żyjąc, umierali każdego dnia!!! I właśnie w taki oto sposób było mi bardzo łatwo zabrać ich mizerne dusze do piekła...’ C.S. Lewis – ‘Listy starego diabła do młodego’ książka z 1941”.

      Ponieważ cały ten tekst na kilometr śmierdział mi fejkiem, sprawdziłem sprawę i oczywiście w jednej chwili okazało się, że choć C.S. Lewis rzeczywiście napisał owe „Listy”, to w nich nie ma jednego słowa z tego co zostało wypuszczone przez domorosłych bojowników o wolność w świecie ogarniętym przez terror pandemii, a co, jak się okazuje, robi dziś karierę nie tylko w Szwecji, nie tylko w Australii, no i oczywiście, jak znam życie, nie tylko w Polsce, ale również w Stanach Zjednoczonych, gdzie zostało w pierwszej kolejności stworzone, a następnie wypuszczone za góry, morza i oceany. Ale dowiedziałem się przy okazji czegoś jeszcze ciekawszego. Otóż wygląda na to, że ów oszukany tekst robi karierę na świecie w takim tempie i z taką energią, że jest on jednym z najpopularniejszych tematów na stronach, które systemowo zajmują się ujawnianiem panoszących się dziś już niemal wszędzie tego typu przekrętów.

       A ja się zastanawiam, czym się kierowali ludzie, którzy ów tekst stworzyli. Rozumiem, że oni są szczerze przekonani, że pandemia koronowirusa jest globalnym oszustwem, zaprojektowanym i wprowadzonym w życie przez Nowy Wspaniały Świat, po to by już do końca zniewolić społeczeństwa. Nie udało się tego zrobić przez banki, przez międzynarodowe korporacje, przez ponadnarodowe tajne organizacje, to tym razem postanowiono zaatakować sztucznym wirusem, w nadziei, że owe dotychczas trzymające się mocno społeczeństwa ulegną prostemu, odwiecznemu lekowi o zdrowie i życie. I ja oczywiście nie wykluczam możliwości, że tak to się właśnie zaczęło i tak się obecnie dzieje, a do tego jeszcze już w swoim własnym imieniu dopuszczam możliwość, że tak jak to się działo wielokrotnie w przeszłości, celem tego ataku był Kościół Powszechny. No ale nawet jeśli przyjmiemy, że tak wygląda prawda, to nie jestem w stanie pojąć, w jaki sposób ludzie którzy rzekomo o tę prawdę walczą, uznali za stosowne swoja walkę prowadzić przy pomocy kłamstwa, i to kłamstwa wyjątkowo perfidnego. 

       Tego typu zachowanie przypomina mi to co w ostatnich dniach wyprawiają środowiska proaborcyjne, ile razy chcą zaprezentować światu cierpienie jakie przynoszą sobie i swoim opiekunom dzieci, które mimo że cierpią na jakieś najbardziej okropne choroby, pchają się na ten świat. Córka moja znalazła na Instagramie profil jakiejś, jak to się dziś przyjęło określać, psycholożki, która jako swój podstawowy cel wyznaczyła walkę o zabijanie dzieci nienarodzonych. Jako jeden z argumentów przywołała ona chorobę o nazwie Zespół Edwardsa. Sprawdziliśmy ową chorobę i co się okazuje? Ona występuje raz na osiem tysięcy ciąż, w 95 procentów przypadków dziecko umiera we wczesnym okresie ciąży, a te którym się uda urodzić, z wyjątkiem nielicznych, umierają w ciągu pierwszego roku życia. I oto ów Zespół Edwardsa jest promowany przez proaborcyjną agendę, jako argument za prawnym zalegalizowaniem aborcji. Ale mało tego. Oto owa psycholożka w swoim wpisie na Instagramie rzekomo cytuje znalezioną w Sieci relację pewnego małżeństwa, które zdecydowało się wydać na świat dziecko dotknięte tą chorobą, a dziś żałuje, że kiedy była taka szansa, nie zdecydowało się na zabieg. I tu ciekawe są dwie rzeczy. Pierwsza to ta, że oni w swoim wyznaniu konsekwentnie używają nazwy „Zespół Edwarda”, co świadczy wyłącznie o tym, że oni nawet sie nie przyłożyli do tego, jak się naprawdę nazywa sprawca ich nieszczęścia, druga natomiast to ta, że córka moja weszła na jedyne internetowe forum rodziców z tego typu doświadczeniem i tam każda jedna relacja to akt dziękczynny Panu Bogu za to, że pozwolił im i ich dziecku przeżyć te kilka miesięcy w poczuciu największej możliwej miłości.

      Mam nadzieję, że wszyscy rozumiemy, do czego zmierzam. Tu mianowicie, podobnie jak w przypadku owego fejka z rzekomym cytatem z Lewisa, mamy do czynienia z jednej strony autentycznym zaangażowaniem po stronie tak zwanej „prawdy”, a z drugiej, nie widzimy nic innego jak czyste, niewzruszone kłamstwo. I tu znów pojawia się pytanie: po cholerę tak manipulować, skoro, jak wiemy im chodzi o nic innego jak tylko o prawdę? Czyżby bez tego nie było sposobu znaleźć odpowiednio mocnych argumentów?

       Przepraszam bardzo, ale to co wyżej przedstawiłem, to jest dokładnie to samo, gdyby się miało okazać, że mój dzisiejszy tekst jest w całości oparty na kłamstwie, którego jedynym celem było zachęcić wszystkich do tego, by z jednej strony bez najmniejszych wyrzutów sumienia przerywali każda ciążę, jaka im niespodziewanie spadnie na łeb, a z drugiej by podciągnęli sobie wreszcie te maseczki z brody na usta i nos. Ciekawy jestem, co by sobie o mnie oni wszyscy w tej sytuacji pomyśleli. I czy znalazłby się ktokolwiek, kto by powiedział: „No dobra, trochę tam pokłamał, ale w sumie czyż nie miał racji?”



piątek, 16 października 2020

Jeszcze o walce z wrogiem uszytym z kawałka szmaty

By nieco pociągnąć temat, który pojawił się tu troszeczkę wczoraj, chciałbym dziś zaproponować swój felieton z najświeższego wydania „Warszawskiej Gazety”. Wczoraj pojawiła się tu postać niejakiego Sucharita Bhakdiego, dziś więc trochę więcej o jego działaniach.  Przy okazji, po raz kolejny apeluję, nie dajmy się doprowadzić do obłędu. Czy to przez cwaniaków z jednej, czy z drugiej strony.

 

 

      Chwilę temu wróciliśmy z żoną z weekendowego wyjazdu do Zakopanego, a więc, jak wiadomo większości z nas, najbardziej dziś agresywnego gniazda koronawirusa. Ponieważ jednak przez cały pobyt ostro lało i cała okolica spowita była gęstą mgłą, to nie dość że nie zobaczyliśmy naszego ukochanego Giewontu i owieczek poniżej, to jeszcze ulewa ta, wygoniwszy z miasta turystów, uniemożliwiła nam zapoznanie się ze słynną pandemią.

      Natomiast, owszem, uzbrojeni w szeroki dostęp do lokalnej gastronomii oraz bardzo stabilne połącznie internetowe, mogliśmy się do woli nacieszyć wiadomościami na temat tego, w jaki sposób ów koronawirus skutecznie przewraca w głowach ludziom, którym nie wystarczy wiadomość, że z powodu zwiększonej liczby zakażeń należy przestrzegać odpowiednich rygorów, ale każdy z nich potrzebuje się w tej kwestii dodatkowo zaangażować publicznie.

       No i w tym momencie powstaje coś, co ową pandemię pokona chyba jeszcze skuteczniej niż choćby najlepsza szczepionka. Czyli prosty ludzki obłęd.

       Dziś właśnie dowiedzieliśmy się, że Związek Nauczycielstwa Polskiego wyruszył z najnowszą antyrządową akcją, gdzie wezwał nauczycieli i uczniów do protestu przeciwko pisowskim planom wymordowania jednych i drugich przez powrót do nauczania stacjonarnego. Wedle znanej nam już od dawna metody, z dnia na dzień wystąpiło również dwoje zupełnie przypadkowych dzieci, które uruchomiły Internetową akcję pod hasłem „Nie chcemy umierać”, czy jakoś tak, i zwróciły się do swoich koleżanek i kolegów z całej Polski, by albo zaliczyli nieobecność na lekcjach, albo przyszli do szkoły, tyle że ubrani na czarno.

       Kiedy zastanawialiśmy się, w jaki to teraz sposób będziemy mogli te dzieci rozróżnić od feministek z parasolkami i osób protestujących przeciwko nowemu ministrowi edukacji, trafiłem na kolejną akcję, tym razem o zasięgu międzynarodowym, wzywającą wszystkich do nieulegania koronawirusowej histerii, a tu poszło o coś znacznie więcej niż o głupie czarne t-shirty. Popatrzmy jak się w tych łbach przewraca:

      Pokażmy naszą siłę! Jednocześnie  wszyscy odcinamy prąd i wyłączamy telefony komórkowe, sieci społecznościowe (Facebook, WhatsApp itp).

      To nasz protest przeciwko przepisom ograniczeniom praw podstawowych, które są powiązane z wirusem C*.

      Ludzie na całym świecie, którzy chcą znieść wymóg maski, dystans społeczny, przymus wobec dzieci, lub obowiązkowe szczepienia, mogą użyc tego, aby pokazać opór. Musimy wyłączyć wszystkich konsumentów energii elektrycznej, telefonów komórkowych, Internetu i innego sprzętu elektronicznego.     Zrobimy to 12 października 2020 roku, wyłączymy wszystkie urządzenia na 21 minut między 16:00 a 16:21 i odetniemy całe zasilanie. Nie trzeba wychodzić na ulicę, wystarczy wyłączyć to, czym nas kontrolują”.

      I teraz pojawia się najlepsze:

      Rozświetlić mrok.

       Gatunek – Człowiek

       Miejsce urodzenia – Ziemia

       Orientacja polityczna – Wolność

       Religia –  Miłość”.

       I oto pod tym wszystkim jest podpisany niejaki „prof. dr Sucharit Bhakdi, mikrobiolog i epidemiolog”. Przepraszam bardzo, ale ponieważ moja religia to nie miłość, a orientacja polityczna nie wolność, ja trzymam sztamę z owymi zmanipulowanymi przez przewodniczącego Broniarza dziećmi i ich wychowawcami.



      

czwartek, 15 października 2020

Z tą maseczką mi do twarzy, czyli jak się dusić i się nie udusić

 

       W ostatnich dniach, co chwila któryś z moich znajomych pyta mnie, co ja sądzę na temat pandemii, która, o ile dobrze liczę, od siedmiu miesięcy trzyma nas mniej lub bardziej zdecydowanie za gardło. Wydawało mi się, że ja już parokrotnie tu wyraziłem swoje zdanie na temat każdej kolejnej fazy tego dziwnego projektu, no ale skoro wciąż istnieje oczekiwanie, że będę coś wyjaśniał, to trudno – przychodzi mi znów wyjaśniać. Otóż jest tak, że choć mam oczywiście szereg przeróżnych przypuszczeń na temat tego co się dzieje, przyznaję zupełnie uczciwie, że tak naprawdę nie wiem nic. Nie wiem, skąd się ów wirus wziął, nie wiem jak on w rzeczywistości wygląda i jak działa, nie mam bladego pojęcia, dlaczego – mimo że z czysto ludzkiego punktu widzenia, ani na początku, ani nawet dziś, nie widać w tym by się nim zajmować najmniejszego sensu – cały praktycznie świat w jednej niemal chwili stanął wobec niego na baczność i tak stoi do dziś, nie umiem wreszcie kompletnie przewidzieć, jak to się wszystko dalej potoczy. Czy już do końca swojego życia będę musiał codziennie sprawdzać, ile to kolejnych osób zachorowało, a ile zmarło we Francji, Wielkiej Brytanii, w Brazylii, w Indiach, w Niemczech, we Włoszech, czy w Polsce; czy już do końca życia będę musiał wysłuchiwać informacji o tym, który to słynny sportowiec, muzyk, polityk, czy aktor zachorował na COVID19; czy już do samej śmierci będę musiał po wyjściu z domu zakładać maseczkę i tak w niej paradować po bliższej i dalszej okolicy? A może to wszystko się skończy tak samo nagle jak się zaczęło, już w ciągu najbliższych paru miesięcy? Powtórzę raz jeszcze: ja nie wiem nic.

      Wiem natomiast coś, co sprawia, że kładę uszy po sobie i nawet nie próbuję pyskować. Oczywiście, wciąż zadaję różnego rodzaju pytania, bo każdy chyba przyzna, że powodów do tego jest tu cała masa, a z każdym dniem ich jeszcze przybywa. Zadaję pytania, wyrażam różnego rodzaju wątpliwości, ale wciąż wiem to jedno: nie mam się co stawiać, bo po przeciwnej stronie mam dosłownie cały świat. Nawet wczoraj wieczorem w Wiadomościach obejrzałem obrazki z wojny między Azerbajdżanem i Armenią i w tym całym nieszczęściu, wśród wystrzałów i ogólnego dymu, zobaczyłem jakąś siedzącą na tych gruzach kobietę... z maseczką na twarzy. Maseczką dokładnie taką samą, jaką widzę codziennie tu w mieście i jaką widziałem wszędzie przez miniony weekend w Zakopanem. Właśnie tak. Gdzie nie spojrzę, praktycznie każdy nosi maseczkę. W Zakopanem spędziliśmy trzy dni i przez ten czas udało mi się spotkać może dwie, trzy osoby, które nie miały zasłoniętych ust i nosa. Wczoraj i przedwczoraj, po powrocie do Katowic widziałem dwie takie osoby. Przepraszam bardzo, ale nawet gdybym otrzymał bezpośredni i najbardziej twardy dowód na to, że jedyny sens tych maseczek jest taki, że ktoś nam kompletnie nieznany postanowił nas wszystkich wziąć za pysk, to ja i tak bym ją nosił. Dlaczego? Bo przede wszystkim, wciąż bym nie wiedział, kto to taki, o o co mu chodzi, ale też wiem, że jako ten jeden w całym tłumie ludzi bez twarzy wyglądałbym jak jakiś idiota. Ale jest jeszcze coś. Otóż ja zawsze byłem przeciwko demonstracjom pozbawionym jakiegokolwiek praktycznego sensu. Bo co ja z tego będę miał, że zacznę paradować po okolicy bez maseczki, nawet jeśli nie dostanę mandatu? Udowodnię sobie, jaki byłem mądry, dzielny i inteligentny. Przepraszam bardzo, ale ja to wiem i bez tego rodzaju testów.

       Parę dni temu pewien mój kolega wysłał mi apel stworzony przez niejakiego prof. Sucharita Bhakdiego, jak czytam, mikrobiologa i epidemiologa, w którym ów zachęca wszystkich ludzi na całym świecie by o określonej godzinie na 21 minut wylogowali się z Facebooka, Twittera i Instagrama i w ten sposób zaprotestowali przeciwko wspomnianym maseczkom. We wspomnianym apelu uderzył mnie fragment następującej treści:
Rozświetlić mrok.

Gatunek – Człowiek

Miejsce urodzenia – Ziemia

Orientacja polityczna – Wolność

Religia – Miłość”.

      Oczywiście, w uzupełnieniu wcześniejszej wyliczanki, gdzie zwróciłem uwagę na to, czego nie wiem, mogę dodać, że nie wiem również, ile osób w Polsce – bo świat mnie akurat interesuje w stopniu znacznie mniejszym – przeczytało ten apel i wyłączyło sobie na te 21 minut Internet. Ponieważ jednak póki co wszyscy dookoła mnie nie dość, że chodzą w maseczkach to jeszcze znad ich górnych krawędzi pokazują w miarę wesołe spojrzenia, myślę, że ich jest jeszcze mniej niż tych dzieci, co ubrane na czarno kładą się pokotem pod Ministerstwem Edukacji i demonstrują za zamknięciem szkół.

         Ale jest jeszcze coś, jednak zanim przejdę do rzeczy podzielę się pewnym wspomnieniem. Otóż kiedy byłem jeszcze bardzo młody, bardzo lubiłem zbierać tak zwane „złote myśli” i pewnego dnia trafiłem na fragment z Dostojewskiego, który jakimś cudem do dziś pamiętam, a brzmiał on chyba jakoś tak: „Nawet gdyby się miało okazać, że Jezus Chrystus jest kłamstwem, wolę pozostać z Nim – kłamstwem, niż z wami”. Czemu akurat to coś tak się mnie uczepiło, nie wiem, natomiast wiem, że chodzi mi ta myśl mocno po głowie w tych dniach, gdy obserwuję cały ten ruch, również wśród moich dobrych znajomych, gdzie demonstracyjne pokazywanie się publicznie bez maseczek stało się swego rodzaju ambicją. Otóż znajomi, to znajomi i dla nich mam niezmienny szacunek, natomiast kiedy widzę, kto tym cały antycovidowym projektem dyryguje – i nie mówię już tylko o prof. Sucharicie Bhakdim, ale o naszych polskich, jak najbardziej prawicowych, autorytetach – to chciałbym im wszystkim powiedzieć, że nawet gdyby się miało okazać, że brnę w kłamstwo, to wolę trzymać sztamę z kłamstwem, niż z nimi. I nawet jeśli miałbym nosić tę maseczkę do końca mojego świata, to będę ją nosił, bo zwyczajnie nie zniósłbym sytuacji, że gdzieś jakimś cudem spotkałbym któregoś z nich z dumnie wyszczerzonymi w moim kierunku zębami i musiał uznać w nim brata w cierpieniu.

         I to jest moje dzisiejsze wyznanie wiary. Chciałbym jednak przy tej okazji zaapelować do pewnych moich przyjaciół, by machnęli ręką na to towarzystwo, z którym przecież nigdy nie mieli nic wspólnego, bo skończą jak pewien bardzo mi bliski człowiek, który w pewnym momencie swojego życia używał tylko jednego kanału w swoim telewizorze i umarł w kompletnym splątaniu.



Gdy Toyah się przeniósł do Elona na X

 Nie wiem, ile tu osób wciąż czeka na kolejny wpis, ale domyślam się, że jest Was niewiele. Ja już jakiś czas temu zorientowałem się, że o i...