Udało mi zdobyć kilkanaście szklaneczek o ślicznym finezyjnym kształcie. Chciałabym mieć takie w ciągłej sprzedaży, ale niestety - partia jest jednorazowa.
Pierwsze 4 wyglądają tak:
Po miesiącach wyrywania sobie włosów z głowy zmieniliśmy stronę firmową. Moim zamierzeniem było stworzenie bliźniaczej strony StudioArctia oczywiście z inną grafiką. Zaletą tej strony jest to, że w każdej chwili mogę wprowadzać treści dowolne zmiany, co bardzo ułatwi mi życie.
A strona wygląda tak: AMIGRAF II
Co o niej sądzicie, jakie wrażenie sprawia??? Nie pytajcie mnie tylko, co tam robi żaba. Po prostu kocham rzekotki :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą amigraf. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą amigraf. Pokaż wszystkie posty
piątek, 23 listopada 2012
piątek, 21 września 2012
duże grawerowane kieliszki do wina
Te kielichy to mój najnowszy nabytek... Długo nie wiedziałam jak się do nich zabrać, bo są tak piękne, że nie potrzebują żadnych grawerów. Mam nadzieję, że nie oszpeciłam ich swoim wzorkiem.
Wysokość - 20 cm, całkowita pojemność (po brzegi) - 380 ml
Wysokość - 20 cm, całkowita pojemność (po brzegi) - 380 ml
środa, 19 września 2012
kubki z imionami
Powoli pracuję nad kolejnymi szkiełkami na zamówienie i ogarniam inne rzeczy w firmie. Żałuję, że od jakiegoś czasu brakuje mi czasu na tworzenie biżuterii - mam nadzieję, że wkrótce się to zmieni. Póki co pracę zaczynam o 8 rano, a kończę późnym wieczorem. Szkoda, że mój organizm się już buntuje - od wczoraj mam gorączkę. Oby się nie pogorszyło. Wracam do pracy, pa, pa!
czwartek, 9 czerwca 2011
o pieczatkach, życiu i takie tam nudy...
Wielu z Was wie, a niektórzy się dopiero dowiedzą, że do wielu lat (dokładnie od 11) zajmuję się wykonywaniem pieczątek.
Zaczęło się dawno temu od sympatycznego zakładu pieczątkarskiego, o którym można by napisać książkę i wierzcie mi, nikt nie uwierzyłby, że to prawda. Mój pierwszy szef - Rysiu. Ryszard... Sympatyczny i bardzo ekscentryczny człowiek o siwych, przerzedzonych włosach sięgających prawie do ramion, nosił kolorowe ubrania, które nigdy nie widziały żelazka. A zakład? Wieczny nieporządek, płyty Led Zeppelin, Pink Floyd, Johna Lennona i innych klasyków, masa książek i przez jakiś czas stado papug latające bez ograniczeń po całej firmie. Tam nauczyłam się podstaw. Jeżeli ktoś myśli, że po godzinnym kursie będzie umiał robić pieczątki to się myli. Z perspektywy czasu widzę, że praca u Ryszarda nauczyła mnie jedynie podstaw typografii i technik pracy z polimerem.
Potem przyszły lata zdobywania doświadczenia w innych firmach, aż w pewnym momencie wraz z Pawłem, którego poznałam u Rysia połączyliśmy siły i jako para stworzyliśmy Amigraf - nasz własny zakład pieczątkarski. Pewnie nie uwierzycie, ale zaczynaliśmy z pożyczonymi 3 tys. zł nie mając sprzętu (poza domowym komputerem), nie mając lokalu, towaru, za to mieliśmy pełną składką ZUS do zapłacenia już w
pierwszym miesiącu działalności. Oj, wiedząc co mnie czeka, chyba nie zrobiłabym tego ponownie.
Ale wtedy byliśmy pełni entuzjazmu, mieliśmy już dosyć właścicieli firm, którzy dyktowali nam chore warunki pracy. Mieliśmy nadzieję, że nasza wiedza i doświadczenie, wystarczą by konkurować z dużymi firmami.
Czy się udało? Ciężko jednoznacznie to ocenić.
Nie dorobiliśmy się niczego poza kilkoma półkami towaru, sprzętem potrzebnym do piaskowania i 13-letnim samochodem. Ale co z tego mam? Po 7 latach prowadzenia swojej działalności mogę powiedzieć, że żyję względnie bezstresowo, nadal chętnie wstaję z łóżka i co rano idę do pracy. Jestem szczęśliwa, że to ja odpowiadam za jakość moich usług, że mogę podejmować decyzje... Że ordynarnego klienta mogę spławić, że komuś mogę udzielić niewielkiego rabatu tylko dlatego, że czymś mnie ujął.
Wiem, że nie mogę zaoferować super nowoczesnych technik, nadal robię pieczątki z polimeru, choć konkurencja prześciga się w kupowaniu najdroższych laserów, zaniżaniu cen na usługi itd. Ale z tymi możliwościami jakie posiadam, staram się zrobić coś, czego inni nie potrafią.
11 lat robienia pieczątek. Robienia a nie wysługiwania się pracownikami. Czy wiem o tym wszystko? Nie, nie wiem i zawsze jest coś, co można by zrobić lepiej. I wiecie co? To odróżnia mnie od konkurencji, która po godzinnym kursie "wie wszystko".
Przepraszam za przynudzanie. Tak mnie naszło...
Zaczęło się dawno temu od sympatycznego zakładu pieczątkarskiego, o którym można by napisać książkę i wierzcie mi, nikt nie uwierzyłby, że to prawda. Mój pierwszy szef - Rysiu. Ryszard... Sympatyczny i bardzo ekscentryczny człowiek o siwych, przerzedzonych włosach sięgających prawie do ramion, nosił kolorowe ubrania, które nigdy nie widziały żelazka. A zakład? Wieczny nieporządek, płyty Led Zeppelin, Pink Floyd, Johna Lennona i innych klasyków, masa książek i przez jakiś czas stado papug latające bez ograniczeń po całej firmie. Tam nauczyłam się podstaw. Jeżeli ktoś myśli, że po godzinnym kursie będzie umiał robić pieczątki to się myli. Z perspektywy czasu widzę, że praca u Ryszarda nauczyła mnie jedynie podstaw typografii i technik pracy z polimerem.
Potem przyszły lata zdobywania doświadczenia w innych firmach, aż w pewnym momencie wraz z Pawłem, którego poznałam u Rysia połączyliśmy siły i jako para stworzyliśmy Amigraf - nasz własny zakład pieczątkarski. Pewnie nie uwierzycie, ale zaczynaliśmy z pożyczonymi 3 tys. zł nie mając sprzętu (poza domowym komputerem), nie mając lokalu, towaru, za to mieliśmy pełną składką ZUS do zapłacenia już w
pierwszym miesiącu działalności. Oj, wiedząc co mnie czeka, chyba nie zrobiłabym tego ponownie.
Ale wtedy byliśmy pełni entuzjazmu, mieliśmy już dosyć właścicieli firm, którzy dyktowali nam chore warunki pracy. Mieliśmy nadzieję, że nasza wiedza i doświadczenie, wystarczą by konkurować z dużymi firmami.
Czy się udało? Ciężko jednoznacznie to ocenić.
Nie dorobiliśmy się niczego poza kilkoma półkami towaru, sprzętem potrzebnym do piaskowania i 13-letnim samochodem. Ale co z tego mam? Po 7 latach prowadzenia swojej działalności mogę powiedzieć, że żyję względnie bezstresowo, nadal chętnie wstaję z łóżka i co rano idę do pracy. Jestem szczęśliwa, że to ja odpowiadam za jakość moich usług, że mogę podejmować decyzje... Że ordynarnego klienta mogę spławić, że komuś mogę udzielić niewielkiego rabatu tylko dlatego, że czymś mnie ujął.
Wiem, że nie mogę zaoferować super nowoczesnych technik, nadal robię pieczątki z polimeru, choć konkurencja prześciga się w kupowaniu najdroższych laserów, zaniżaniu cen na usługi itd. Ale z tymi możliwościami jakie posiadam, staram się zrobić coś, czego inni nie potrafią.
11 lat robienia pieczątek. Robienia a nie wysługiwania się pracownikami. Czy wiem o tym wszystko? Nie, nie wiem i zawsze jest coś, co można by zrobić lepiej. I wiecie co? To odróżnia mnie od konkurencji, która po godzinnym kursie "wie wszystko".
Przepraszam za przynudzanie. Tak mnie naszło...
Subskrybuj:
Posty (Atom)










