Pokazywanie postów oznaczonych etykietą candy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą candy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 marca 2011

Róg obfitości

Ostatnio znowu wysypało mi się prezentowo ;-)

Zacznę od zawieszki od Frasi
Już wcześniej prezentowałam taką śliczną, czerwoną, która teraz ozdabia moją osobistą komórkę.
Ponieważ Asia zapłonęła żądzą posiadania takiej samej, tylko że zielonej, zaproponowałam wymiankę.
Frasia ku mojej uldze zgodziła się i oto przyszła: zielona w towarzystwie niebieskiej :-D
Zielonej nie mogę pokazać, bo jest wyjątkowo ruchliwa i mobilna - jak jej właścicielka.
A ta niebieska w niedalekiej przyszłości będzie Ani... ;-)

Co Frasia dostała ode mnie możecie zobaczyć u niej na blogu :-))


Jak wiecie, niczym rasowy i uzależniony hazardzista zapisuję się na różne candy.
No i wygrywam! :-DD
I wczoraj, jak by się dziewczyny umówiły, przyszły do mnie trzy przesyłki!!

Oto pierwsza:
Od Agnieszki M: jajo karczoch, w woreczku są przydasie przydatne dla każdego chomika robótkowego. A super naszyjnik już wczoraj miał swój debiut.
Agnieszko! Super niespodzianka! Bardzo Ci dziękuję!!

Kolejna przesyłka od Bożeny z blogu Czary Mary
Czyli jak widać: ubranko na jajeczko i zakładka, która można dzięki zapięciu przemienić w uroczą bransoletkę :-)
Bożenko - obie niespodzianki są urocze! I z całą pewnością będę z nich korzystać :-))
Bardzo Ci dziękuję :-))

I trzecia przesyłka.
Wygrana w candy u Anuli
Po otwarciu pudełka moim oczom ukazał się taki oto widok:

Otwieraniom paczuszek i podziwianiu zawartości nie było końca!!
A tak zawartość wygląda z lotu ptaka:
Cóz tam jest? Wszystko co oczy cieszy! :-DD
I kolczyki z zawieszką i superancka zakładka-aniołek i tasiemki i motylki i kwiatki i słodkości.
No po prostu - róg obfitości!!
Kochana! Nawet nie wyobrażasz sobie, jak obie z Anią "sroczyłyśmy" nad zawartością tej MEGA paki! Nie spodziewałam się AŻ takiego wysypu cudowności!!
Bardzo, bardzo dziękuję!!

Jak widać na fotce w paczce są przede wszystkim przydasie do scrapbookingu.
I teraz napiszę coś, co być może Was zdziwi.
Otóż na tę zabawę u Anuli zapisałam się nie dla siebie, tylko dla takiej jednej kobitki, która robi prześliczne kartki scrapowe. Mam kilka i niezmiennie mnie zachwycają.
I tak sobie pomyślałam, że ona z tego zrobi doskonały użytek.
No i może w ten sposób zmobilizuję ją w końcu do założenia bloga? ;-)
KLAUDIA!! DO CIEBIE MÓWIĘ!!! :-PP
Aha! scrapowe przydasie do Ciebie trafią. Reszta MOJA!! NIE DO ODDANIA!!

A na koniec zapowiedź kolejnego posta:

Proszę o cierpliwość...
Wieczorem będzie duuużo zdjęć i trochę tekstu ;-)
Póki co nic nie powiem!
O!

niedziela, 9 stycznia 2011

Wybrana

Jak wiecie, miewam szczęście w losowaniach.
Nie wiem dlaczego. Może najprostszą przyczyną jest ta, że po prostu biorę udział w różnych kokursach, czy zabawach blogowych.
Ilekroć zapisuję się na candy, tylekroć myślę sobie:
-Ale byłoby fajnie, gdyby...
Czasem myślę inaczej:
-Nie mam szans! Ależ to byłby fart!

Tak też było i z losowaniem u Maryny.
Jakiś czas temu Maryna urządziła u siebie zabawę. O szczegółach możecie poczytać tutaj
Zapisując się naprawdę nie sądziłam, że to właśnie ja zostanę wybrana.
Tak właśnie!
WYBRANA!
A jak się tego dowiedziałam?
Najpierw na gg napisała do mnie Millu

Millu (29-12-2010 23:41)
ale szczęściara z Ciebie:0

Millu (29-12-2010 23:42)
piękniastą narzutke ci jeden chłop wylosował:)

Millu (29-12-2010 23:42)
gratulacje:)

W ogóle nie rozumiałam o czym Millu do mnie pisze!
Jaka narzuta?? Jaki chłop??
Wlazłam na pocztę mając nadzieję, że może coś tam mi się przejaśni. A tam mail od Maryny, w którym pyta mnie, czy w dalszym ciągu jestem zainteresowana narzutą, bo zostałam wybrana przez pewnego Dobrego Człowiek.
Spłynęło na mnie lekkie olśnienie.
NARZUTA?! TAMTA??? NIEMOŻLIWE!!
Dla pewności pognałam na bloga Maryny, a tam...
O matko...
Nie wierzę!!
Szczęście mnie najnormalniej w świecie zatkało!
No same poczytajcie!

Rzecz jasna odpisałam Marynie.
I co?
Ano to nie koniec niespodzianek!
Ta wspaniała kobieta napisała mi w kolejnym mailu, że jeśli chcę, to mogę sobie wybrać DOWOLNĄ narzutę z jej strony Poskładane!
Wyobrażacie to sobie??
Weszłam tam i...
I zgłupiałam!
Niczym ten osiołek z wiersza Fredry!
Jak tam COŚ wybrać, skoro WSZYSTKO jest takie piękne!

Swój wybó zredukowałam z niemałym trudem do dwóch narzut:
Angielskie kwiaty i Francuski łącznik.
Po czym wezwałam na pomoc bAśkę.
-Weź mi pomóż!
-Ja tam się nie znam! Weź wybierz te, co ci się bardziej podoba.
-Ejjj! Nooo! Weź!! Noooo!
-Hehehehe! Sama się męcz!
I tyle ją widziałam.
Capnęłam młodszą.
Ania bardziej się przyłożyła:
-Angielskie kwiaty są przepiękne! Bo mają kwiaty takie romantyczne i jak na łące. Francuski łącznik ma fantastyczne kostki, jakby kwadraty. Ja tam nie wiem! Te dwie mi się podobają najbardziej!

Znowu byłam w punkcie wyjścia!
I tak oto po raz kolejny okazało się, że od czasu wynalezienia pilota do telewizora posiadanie dzieci jest zbędne! Do niczego się nie przydają!

Nie dysponując większą ilością dzieci na składzie poszłam po rozum do głowy.
Do własnej głowy.
Rozum uciekał, krył się po kątach ale, że w głowie luźno (żeby nie powiedzieć pusto) szybko go zlokalizowałam i przycisnęłam do czaszki.
Chcąc nie chcąc doradził mi:
-Napisz, że nie wiesz która z tych dwóch. Niech Tosia sama zadecyduje. Będziesz miała po raz kolejny niespodziankę.
Głupi to ten mój rozum nie jest ;-)
Tak więc uczyniłam.
I oto w piątek przyszła do mnie paka.
A w niej...
Angielskie kwiaty!
Same zobaczcie jaka piękna!







I co ciekawe: właśnie do tej narzuty najbardziej oczy mi się śmiały.
Nie wiem, jak Maryna do tego doszła!
Jasnowidzem zapewne jest, oprócz tego, że geniuszem patchworkowym!

Tosiu!
Jeszcze raz bardzo dziękuję Tobie i Dobremu Człowiekowi.
Tobie za chęć zorganizowania zabawy.
Za cudo, które jest teraz moje - najmojejsze!
Za bloga, na który lubię przychodzić i oglądać Twoje kolejne wspaniałe prace.
Za przemiłe maile...
Dobremu Człowiekowi dziękuję, że spośród tak wielu komentarzy wybrał właśnie ten mój.
Nie wiem dlaczego. I pewnie nigdy się nie dowiem...

Dziękuję Wam obojgu z całego serca!!

czwartek, 6 stycznia 2011

Szujaja

Tak, tak!
Szuja jestem! Larwa i szczeżuja!
Bo powinnam była wcześniej, dużo wczesniej pokazać co mam, co dostałam!
No to teraz z poślizgiem pingwina na szkle pokażę:
Dostałam przesliczne kartki:
Kiniu, Edytko, Janeczko, Irenko, Klaudia, Kasiu - bardzo, bardzo Wam dziękuję za pamięć i piękne życzenia :-))


Przyszły też wygrane w candy:
Od Millu zawieszka lawendowa, mydełka własnej roboty i broszka. Były też pierniczki, ale już zostały... wpierniczone ;-)



I druga wygrana od Edyty, czyli prześliczna zawieszka na choinkę, lub też na okno - fajnie słońce przez nią prześwieca :-)


A poza tym ogólnie jestem agresywną jednostką.
Tak, tak!
Kto mnie zna, to wie.
Agresja wybucha we mnie jak gejzer za każdym razem jak siedzę za kierownicą.
Albo jak parkuję...
Nic mnie tak nie rozwściecza, jak zajmowanie tzw "kopert" przez nieuprawnionych.
Ileż ja już walk stoczyłam, ile za przeproszeniem słów niekoniecznie parlamentarnych padło, to tylko ja wiem. I wstydu nie odczuwam!
Zwykle słyszałam:
-Ja na chwilę!
Co to za miara czasu "chwila"?? ******

-A co to panią obchodzi??
Obchodzi!! *****

-Mam nalepkę, karta mi nie potrzebna.
Nalepkę bez karty to se można spokojnie na dupę nakleić! *****

-Palec mnie boli - i tu wyciągnięty w moją stronę palec środkowy...
Uhhh! Tu się nie hamuję ;-D ****

Tam gdzie gwiazdki jest ciąg dalszy, ale nie nadający się do publikacji ;-)
Czyli szuja po raz kolejny ze mnie wyłazi...

A wczoraj przeżyłam szok...
Zaparkowałam ja pod Lidlem. Na kopercie. Druga była zajęta, więc swoim zwyczajem na bezczela zajrzałam do środka w celu kontroli karty. Nie było oczywiście!
Pani kierownica wysiadła i rączo pomknęła w stronę koszyków.
-Przepraszam! - zakrzyknęłam za nią.
-Taaak??
-Zaparkowała pani na miejscu dla niepełnosprawnych.
-Nie ma znaku!
-Są. Poziome.
-A pani też tam stoi!!
-Bo ja mogę, pani nie.
I co usłyszałam???
Opowiastkę o palcu na ten przykład?? O chwili jak mgnienie??
Ano nie...

Padło bezradne pytanie:
-To co ja mam zrobić???

No kurna!! Pytanie stulecia!!
PRZEPARKOWAĆ!!! :-DD

A na koniec pytanie pro forma: jakiego koloru włosy miała ta pani? :-D


I całkiem na zakończenie przypominam o mojej zabawie w ciemno-zielone :-)

środa, 5 maja 2010

Hazardzistka

Mam tzw żyłkę hazardzisty.
No może bez przesady! Jakoś nad tym jeszcze panuję i fortuny magnackiej nie przepuściłam w kasynie grając w ruletkę (z braku fortuny jak sądzę ;-))..
Ale...
Mam słabość do brania udziału w przeróżnych konkursach.
Że tak powiem: od zarania dziejów.
Będąc dziecięciem niewinnym wygrałam konkurs śpiewaczy w nadmorskim kurorcie na piosenkę o tematyce morskiej.
Pieśń była rzewna, kończyła się tragicznie i publiczność płci żeńskiej dyskretnie ocierała łezki, kiedy to 11-letnia artystka z kucykami schodziła ze sceny.
Sądzę, że to były łzy szczęścia - taka reakcja na koniec mojego produkowania się ;-)
Wygrałam w on czas gitarę.
Konkursów rysunkowych nie wspominam, ale kredek, farb i flamastrów miałam więcej niż potrzebowałam...

Potem była przerwa.
Aż pewnego dnia wzięłam se ot tak udział w konkursie, w którym główną nagrodą była kuchenka mikrofalowa.
I ot tak se wygrałam.
Wiecie jaki to był szał radości?? 19 lat temu kuchenki dopiero wchodziły na rynek i kosztowały majątek.
A tu proszę: mam za frico (nie licząc ceny znaczka pocztowego ;-))
Kuchenka "chodzi" do dziś. Bo trudno powiedzieć, że działa jak w swojej wczesnej młodości ;-)

Później był jakiś konkurs, w którym można było skosić drobny sprzęt AGD firmy Moulinex. Między innymi żelazko.
Akurat w tym czasie nie miałam (popsuło się), więc zamiast jak normalny biały człowiek iśc i po prostu kupić, ja wzięłam udział w konkursie.
I co?
No i stałam się posiadaczką:
-jednej sokowirówki
-dwóch blenderów
-dwóch suszarek do włosów.
-A żelazko? - spyta ktoś.
No cóż - musiałam pójść i sobie kupić ;-D
Później były wygrane tony książek, kosmetyków i innych tzw "artefaktów".

Przez jakiś czas znowu odwiesiłam hazard na kołku.
DO czasu....
Aż zaczęłam się bawić w blogowanie odkryłam "candy".
Już kilkakrotnie wygrałam przefajne i prześliczne różności, o których już pisałam wcześniej.
No i właśnie teraz - całkiem niedawno wygrałam w dwóch zabawach!
Zacznę chronologicznie, czyli od Peniny
Zapisałam się czas jakiś temu na urodzinową zabawę i w dniu ogłoszenia wyników mowę mi odjęło....
No wygrałam!!
260 osób wzięło udział, a tylko ja wygrałam!!
No szok normalnie!!
I to tak od poniedziałku z rana ;-)
Właśnie wczoraj przyszła ta apetyczna przesyłka.
Same zobaczcie co ukazało się mym oczom:
Najpierw koperta, a w niej prześliczna karteczka:

Do kompletu jest zapierający urodą dech w piersiach notesik:


A te cudeńka były główną nagrodą:

A to całość cukierasów:
Do tej pory siedzę, cmokam i nie mam odwagi rozsupłać sznureczka, którym są związane materiałki!
Cały czas się cieszę i nie mogę uwierzyć, że to właśnie JA wygrałam!! I, że to do mnie tak szeroko uśmiechnęło się szczęście!

Bo to nie koniec!

Kilka dni później było losowanie na innym blogu. Tym razem u Kasi
I wiecie co??
No kurczaki! Znowu wygrałam!!
I dziś przyszła paczka!
Ba! Co ja mówię: PAKA! :-DD
Po zdarciu papierów i dostaniu się do pudła zobaczyłam to:


A następnie oczom mym ukazała się pierwsza warstwa niespodzianek:
To prześliczne papiery i bardzo pomysłowy karnecik z miłymi słowami od Kasi :-)

Niżej odkryłam to:
Czyli uroczy ptaszek i kandyzowany imbir!
Nawet nie wiecie jak superancko pachnie!!

A teraz clou prpgramu, czyli moja nagroda główna (jakby tamtych było mało!)
Domeczek! Własnoręcznie zrobiony przez Kasię!
Jest tak dokładnie wykonany, że normalnie oniemiałam! Z podziwu nad cierpliwością i dokładnością Kasi!
Dziewczyny! Bardzo Wam jeszcze raz dziękuję za tak wspaniałe prezenty!
Nawet nie wiecie, jaką radość mi sprawiłyście.
A dodam jeszcze, że wczoraj miałam imieniny, więc czuję się po prostu obsypana upominkami!

Na zakończenie od razu chcę uprzedzić komentarze typu: ja to nie gram, bo nie wygram.
Dobra, dobra! To raczej powinno brzmieć: nie wygrywam, bo nie gram!
I nie zwalać mi tu na pecha proszę! ;-)

A teraz zapraszam z okazji setnego posta (kiedy to zleciało swoją drogą?) na ciacho o wdzięcznej nazwie Styropian

wtorek, 10 listopada 2009

Pośpiech

Jak wiadomo - pośpiech jest wskazany przy łapaniu pcheł.
W innych dziedzinach życia nie zawsze jest pożądany.
Szczególnie, jak się uprawia partyzantkę. Mam tu na myśli moją starszą latorośl.
Sytuacja, którą opiszę miała miejsce w poniedziałek 2 tygodnie temu.
Chodziłam wtedy na rehabilitację.
Poniedziałek był najtrudniejszym czasowo dniem.
Ania kończy tegoż dnia swoje liczne zajęcia późno i do domu przywożę ją ok 16:45. Do wyjścia na rehabilitację miałam ok. kilkunastu minut, w których to musiałam zmieścić nakarmienie małolaty, ogarnięcie się z grubsza i wydanie dyspozycji na resztę popołudnia i wczesny wieczór.
Potem dawałam w długą, co koń wyskoczy na parę godzin mając nadzieję, że JAKOŚ sobie dadzą radę bez mamuśki ;-)
Siłą rzeczy nie miałam czasu, żeby sprawdzić pannie drugoklasistce lekcje. Więc obowiązek ten beztrosko zepchnęłam na moje pomocne dziecko starsze (no w końcu po coś ją se urodziłam te 19 lat temu!).
Tak więc przed wyjściem poprosiłam moją Rabarbarę o sprawdzenie lekcji małej.
Rzeczonej małej przykazałam co następuje:
-Masz pokazać, co zrobiłaś, masz ją pytać jak czegoś nie wiesz, masz się jej słuchać. Jak wrócę, lekcje mają być odrobione, ty masz być spakowana na jutro i masz być po kolacji i umyta! Dziadka też masz słuchać!
Tak, tak! Personalnie muszę wymieniać, bo jak kogoś pominę, to bezczel mały tłumacząc się z niesubordynacji mówi:
-No przecież o dziadku, Asi, tacie (niepotrzebne skreślić) nie mówiłaś!
Tak więc, kiedy rodzina była już ustawiona, a dyspozycje skrupulatnie wydane, pojechałam z domu precz.
Po powrocie powędrowałam do moich panienek zameldować swój come back.
Pokój Rabarbary zastałam pusty. Tzn. tradycyjnie panował w nim bajzel, ale właścicielki pierdolnika nie było.
Więc zajrzałam do pokoju młodszego szczęścia.
Ania faktycznie była już po kąpieli, siedziała na łóżku (nie powiedziałam wszak nierozważnie i przez gapiostwo, że ma leżeć pod kołderką!), radośnie machając bosymi stopkami.
A światłość z niej biła wręcz oślepiająca i mocno podejrzana... Nie mam tu bynajmniej na myśli czystości...
Przy jej osobistym biurku siedziała Asia i coś pilnie smarowała, aż ołówek zgrzytał.
-A ty co? Lekcje za młodszą odwalasz?
Cisza...
Tylko ołówek przyspieszył biegu, a Ania rozbłysła jeszcze jaśniej i wydała z siebie ukradkowy chichocik...
Więc zaintrygowana podeszłam do biurka i zobaczyłam, co tak pilnie smaruje Baś...
Oczom mym ukazała się kartka rozmiaru A4 z działaniami na dodawanie i odejmowanie w zakresie do 100...
Lwia część była już rozwiązana. Przez Asię rzecz jasna.
Zdębiałam. Zanim mnie oddębiło starsza córcia przemówiła:
-Bojaniezauważyłamżejeszczetomazrobićalezobaczilesamawcześniejodrobiła!sama!bezbłędu!polski
teżbezpomyłekategoniezauważyłamtojużjejzrobiębojużpóźno
I macha mi przed nosem stertą innych kartek skrupulatnie zapełnionych cyferkami przez Anię.
Aś nadaje z prędkością światła, więc żeby oddać chociaż częściowo wodospad informacji, jaki na mnie chlusnął bez ostrzeżenia, celowo napisałam wszystko ciurkiem.
-A rysunek też za nią pokolorujesz? - zapytałam lekko zdruzgotana słowotokiem.
Tu obie dziewczyny zarżały końską manierą i równie zgodnie zaprzeczyły:
-Nieeeee!!
-Aha! To w takim razie Ania pouczy się za ciebie?
-A proszę bardzo! Klasówkę jutro mam z logarytmów.
Mała się ożywiła:
-Asia! A co to są logarytmy? To chyba trudne?
-Trudne - potwierdziła starsza siostra z wyższością, trzaskając kolejne banalne działania zadane ośmiolatce.
-Aaaaa - powiedziała mała z nabożeństwem, sprowadzona do poziomu zero, wpatrzona jak w obrazek w swoje Guru...
Wyszłam od nich, mamrocząc coś pod nosem o domu wariatów...
Powędrowałam sobie dla relaksu do komputera.
Po pewnym czasie przyszła do mnie Asia i mówi:
-Załamałam się...
-Co? Nie dajesz rady? Działania do stu cię przerosły? weź kalkulator - poradziłam litościwie.
-Nie. Chociaż chyba tak... Siedzę u siebie i słyszę: Asia! Pomyliłaś się! Tu powinno być 57, a nie 67. Za chwilę: Asia! A tu to jest minus, a nie plus! Ty znaków nie odróżniasz! Więc się wkurzyłam i poleciałam do małolaty i... Faktycznie! Źle policzyłam! Mało tego! Sprawdziłam resztę i jeszcze trzy byki znalazłam!
-Hehehe! Pośpiech?
-No! I tu widać to, co wszyscy matematycy mi mówili - ZA SZYBKO!!!
Fakt - Asia podobnie jak ja - robi dobre działania, a potem na pastwisku pasie się jej 5 i 1/3 krowy...
Pośmiałyśmy się luzacko i młoda poszła.
Nie na długo...
Wróciła szybciej, niż wyszła. Z rykiem (prawie)!
-MAMOOOOOO!!!!! BUUUUUUUUUUU!!!! Ja tam nie wrócę!!! Ta smarkula stoi na schodach i się drze: Asia! Szóstki od czwórki TEŻ nie odróżniasz!!
I tak oto z hukiem runął mit doskonałej pod każdym względem starszej siostry...
Jak to powiedział poeta?
IDEAŁ SIĘGNĄŁ BRUKU!! :-D
Nie wiem jak Aś odbuduje swój autorytet w oczach młodszej siostry. Ciężko jej będzie. Chociaż w sobotę ma szansę. I to dużą. Ale jakoś nie chce z tego skorzystać.
No cóż - nie mój cyrk - nie moje małpy ;-)


A teraz na zakończenie prezentuję Wam zakonnicę w ubraniu
Stringów nie ma! I mieć nie będzie! Zrobiłam! A jakże! Tyle, że na jej dupsku każdy fason wyglądał jak pas zawodnika sumo :-/
Więc stwierdziłam, że trudno - wiatr jej będzie hulał pod kiecką, a tyłek jej nie zmarznie, bo i tak głównie śpi u Ani w łóżku ;-)

Ale skoro już wyciongłam frywolne akcesorium, to się wzięłam i zaczęłam robić nówki na uszy i szyję:
Wzór oklepany do bólu, ale za to kordonek mam nowiutki i apetyczny :-)
Srebrny i rewelacyjnie się nim robi. Mam już więcej różnych modeli, ale pojedynczych . Więc nie pokazuję póki co "jednych" kolczyków ;-)
Jak dorobię, to obiecuję, że się będę lansować! A co! ;-D
No i na zakończenie bardzo miłe dla mnie sprawy.
Jak już wcześniej pisałam wygrałam zabawę blogową u Che-li i kilka dni temu przywędrowała wygrana A drugie candy zaowocowało takim pięknym notesikiem od Ani

Baaaardzo się cieszę, że w końcu coś wygrałam! A do tego te COSIE są takie śliczne!!

Dziękuję za cierpliwe czytanie :-)
A następną razą będzie "policyjnie" ;-)

wtorek, 15 września 2009

Cukierasy dają!!

U Koroneczki do wygrania bon na zakupy w jej Sklepiku



Tu kolczyki z okazji jesieni :-)

I jeszcze jedno losowanie tym razem na pożegnanie lata :-))


U Nulki
Miluszka też szaleje :-)
I u Zaczarowanej:

I jeszcze jedno candy:
http://che-lil.blogspot.com/2009/09/pierwsze-candy.html

Obok takich cudów nie można przejść obojętnie! Organizuje Szmatka Łatka Losowanie 01.10